Kościół na kartce pocztowej 1904 r.
Kościół od strony południowo-zachodniej
Wnętrze kościoła na starej fotografii
Wnętrze kościoła obecnie - widok z chóru
Nowe organy

W dniach 26 - 28 sierpnia 2019 r. Jakub, Adrian, Paweł wraz z p. Sylwią i ks. proboszczem odwiedzili Dom Chłopaków w Broniszewicach, prowadzony przez siostry Dominikanki. 

Była to odpowiedź na zaproszenie siostry Augustyny, którą gościlismy w naszej parafii 15/16 czerwca 2019 r. W czasie tego krótkiego pobytu, mogliśmy z bliska zobaczyć jak funkcjonuje Dam Chłopaków, w którym mieszka 56 chłopaków, w wieku od 2 do 64 lat! Chłopacy przebywający w Domu, prowadzonym przez siostry Daominkanki są z niepełnosprawnością intelektualną i często też fizyczną. Oprócz zdjęć zapraszamy do relacji młodzieży z tego wakacyjnego wolontariatu, które być może będą zachętą do wybrania się do Broniszewic, przy następnym takim naszym wyjeździe... 

Relacja Jakuba:

Niedawno byłem wraz z Księdzem Proboszczem, Sylwią, Pawłem i Adrianem w Broniszewicach – w „Domu Chłopaków” prowadzonym przez siostry Dominikanki. Była to odpowiedź na zaproszenie Siostry Augustyny, która niedawno była w naszej parafii.
Przez trzy dni pełniliśmy tam rolę wolontariuszy. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy bardzo serdecznie powitani przez Siostrę, która oprowadziły nas po domu Chłopaków, ośrodku wychowawczym, pokazała nam piękny park i Farmę Chłopaków. W czasie pobytu uczestniczyliśmy w urodzinach Pawła, jego brata Piotra i Bartka. Zostaliśmy poczęstowani przepysznym tortem i równie pyszną kaszanką i kiełbasą z grilla. W międzyczasie wzięliśmy Chłopaków będących na przyjęciu na podchody do parku. Braliśmy udział w specjalnych zajęciach muzycznych, a potem we Mszy Świętej z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Nasz czas wypełniały także wspólne spacery i zabawy z Chłopakami – Piotrusiem, Mikusiem zwanym Kurkiem oraz bliźniakami – Maćkiem i Mikołajem. Jeździliśmy meleksem i gokartami, skakaliśmy na trampolinie. Codziennie pod dom przychodziły alpaki z Farmy Chłopaków, mogliśmy je karmić marchewkami i głaskać.
Nigdy nie zapomnę czasu spędzonego u Chłopaków. Był to czas wypełniony niezwykłymi spotkaniami, rozmowami i modlitwą. Dziękuję Panu Bogu za te wszystkie doświadczenia i spotkanych ludzi. Każdego zachęcam do pojechania tam. Ja, gdy będę miał taką okazję na pewno tam wrócę.

Relacja Pawła:

Ja doceniam poświęcenie i pracę sióstr bo oddają swoje życie /czas dla innych z własnej woli i miłości bezinteresownie. Niewyobrażalne jest dla mnie to, że potrafią poświęcić na to całe życie jest to dla mnie tak jakby wyrzec się własnych pragnień i służyć innym oraz gdy patrzałem na wychowanków byłem zaskoczony jak niewiele potrzeba do szczęścia nie potrzeba im wygód pieniędzy, im wystarczy druga osoba.  

Relacja Sylwii:

Bycie sobą, a jednocześnie bycie pomocnym w dzisiejszym świecie jest niewiarygodne w Broniszewicach w Domu Chłopaka oczywiste. Bezinteresowna pomoc, daje wiarę w rzeczy niemożliwe, otrzymać uśmiech pochylając się nad łóżkiem chorego powoduje refleksje nad własnym życiem. Czy cieszymy i doceniamy to co otrzymaliśmy..... Czy potrafimy żyć bez oceny, być wdzięcznym za to co daje życie....... Każda osoba, która pochyla się nad słabszym od siebie jest Prawdziwym Bohaterem. Życzę każdemu by spotkał w swojej ziemskiej wędrówce takiego bohatera.  

Relacja Adriana:

Początek był trudny. Cała nasza 5 nie miała dotychczas żadnego pojęcia o pracy z niepełnosprawnymi. Wyjazd był dla nas skokiem na głęboką wodę (no ale hej! Rób szalone rzeczy, z Bogiem się uda). Emocje które towarzyszyły mi przy tym jak pierwszy raz oprowadzani byliśmy po oddziałach są trudne do opisania i nie umiem ich wyrazić słowami. Szczególnie ciężkie dla mnie było pierwsze zetknięcie z osobami w zaawansowanym stopniu niepełnosprawności. Osobami które nie są w stanie mówić i samodzielnie się poruszać. Uważam, że ludzie boją się nieznanego, a w końcu jeżeli nie umiesz się porozumieć z drugim człowiekiem, jest on dla Ciebie kimś nieznanym. Jak się okazało z czasem, z drugiej strony działa to zupełnie inaczej. Z drugiej strony spotkałem miłość, której nie doświadczyłem dotychczas od drugiego człowieka. Wiem, że jest to często powtarzany frazes ale żyjemy w świecie który ciągle gdzieś biegnie. W momencie przekroczenia bramy do Domu Chłopaków w Broniszewicach, czas ten jakby zwalnia. To są dwie rzeczy które uderzyły mnie najmocniej. Dla chłopaków nie miało znaczenia to że widzą mnie pierwszy raz na oczy, to że jestem kimś nieznajomym. Od razu cap za rękę i "pojeździmy gokartami". Nawet jeśli ktoś nie umiał mówić to miał swój sposób na podzielenie się miłością i emocjami które w sobie ma. Czas z kolei tam nie ma znaczenia, no może poza godziną pobudki i posiłków. Nie wiem czy można to nazwać wolontariatem dlatego, że nie wiem czy nie "wyniosłem" stamtąd więcej niż zostawiłem. Ten wyjazd odmienił totalnie moje postrzeganie osób niepełnosprawnych. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że emocjonalnie "my" przy "nich" jesteśmy niepełnosprawni. Jest to miejsce, które uważam, że każdy powinien umieścić na liście pod tytułem "warto wracać"